Dzisiaj jest wtorek 25 lipiec - 206 dzień roku, do końca pozostało 159 dni.
Imieniny: Walentyna, Nieznamir, Alfons, Olimpia, Rudolf, Rudolfina, Jakub, Sławosław, Krzysztof, Rudolfa, Dariusz
  • Hasło:
  • Zapamiętaj mnie
NASI PARTNERZY

KATEGORIE

Kartka dnia
SZYBKIE MENU

STATYSTYKI
Wiersze
Szukany wiersz:
Poeta:
 A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P R S Ś T U W X Z Ż 
  • Jan Brzechwa
    Samochwała
    Samochwała w kącie stała
    I wciąż tak opowiadała:

    "Zdolna jestem niesłychanie,
    Najpiękniejsze mam ubranie,
    Moja buzia tryska zdrowiem,
    Jak coś powiem, to już powiem,
    Jak odpowiem, to roztropnie,
    W szkole mam najlepsze stopnie,
    Śpiewam lepiej niż w operze,
    Świetnie jeżdżę na rowerze,
    Znakomicie muchy łapię,
    Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
    Jestem mądra, jestem zgrabna,
    Wiotka, słodka i powabna,
    A w dodatku, daję słowo,

    Mam rodzinę wyjątkową:
    Tato mój do pieca sięga,
    Moja mama - taka tęga
    Moja siostra - taka mała,
    A ja jestem - samochwała!"
     
  • Aleksander Fredro
    Sejm
    Prawo! Prawo! Jeszcze prawo!
    Jakby z nieba lecą żwawo;
    Gdy schowamy je w pamięci,
    Będziem żyli jakby święci.

    Ale zawsze w praw dodatku
    Jedna piosnka: Zapiać, bratku!
    Więc możemy być świętymi,
    Lecz świętymi tureckimi.
     
  • Czesław Miłosz
    Sens
    Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
    Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
    Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
    Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
    Co było niepojęte, będzie pojęte.

    - A jeżeli nie ma podszewki świata?
    Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
    Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
    Następują po sobie nie dbając o sens
    I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

    Gdyby tak było, to jednak zostanie
    Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
    Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
    Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
    I protestuje, woła, krzyczy.
     
  • Jan Brzechwa
    Siedmiomilowe buty
    Pojechał Michał pod Częstochowę,
    Tam kupił buty siedmiomilowe.

    Co stąpnie nogą - siedem mil trzaśnie,
    Bo Michał takie buty miał właśnie.

    Szedł pełen dumy, szedł pełen buty,
    W siedmiomilowe buty obuty.

    W piętnaście minut był już w Warszawie:
    "Tutaj - powiada - dłużej zabawię!"

    Żona spojrzała i zapłakała:
    "Już nie dopędzę mego Michała."

    Dzieci go ciągle tramwajem gonią,
    A on już w Kutnie, a on już w Błoniu.

    Wybrał się Michał z żoną do kina,
    Lecz zawędrował do Radzymina.

    Chciał starszą córkę odwiedzić w mieście,
    Adres - wiadomo - Złota 30.

    Poszedł piechotą, bo było blisko,
    Trafił na Złotą, ale w Grodzisku.

    Raz się umówił z teściem na rynku,
    Zanim się spostrzegł - był w Ciechocinku.

    Pobiegł z powrotem, myśląc, że zdąży,
    I wnet się znalazł na rynku... w Łomży.

    Chciał do Warszawy powrócić wreszcie.
    Ale co chwila był w innym mieście:

    W Kielcach, w Kaliszu, w Płocku,
    w Szczecinie I w Skierniewicach, i w Koszalinie.

    Nie mógł utrafić! Więc pod Opocznem Jęknął żałośnie:
    "Tutaj odpocznę!"

    Usiadł i spojrzał ogromnie struty
    Na swoje siedmiomilowe buty,

    Zdjął je ze złością, do wody wrzucił
    I na bosaka do domu wrócił.
     
  • Adam Asnyk
    Siwy koniu
    Siwy koniu, siwy koniu!
    Coś tak zadumany?
    Nie wiesz drogi, nie wiesz drogi?
    Do mej ukochanej.

    Moja miła nas rzuciła,
    Nie wyrzekłszy słowa;
    Jak nie znajdziesz do niej drogi,
    Zginąć nam gotowa.

    Siwy koniu, siwy koniu,
    Ciężko tobie będzie,
    Przegonimy wiatr, co wieje
    Nie spoczniemy w pędzie.

    Siwy koniu, siwy koniu,
    Ciężej sercu memu -
    Bo straciło już nadzieję,
    Samo nie wie czemu!
     
  • Julian Tuwim
    Skakanka
    "Żeby kózka nie skakała,
    Toby nóżki nie złamała".
    Prawda!

    Ale gdyby nie skakała,
    Toby smutne życie miała.
    Prawda?

    Bo figlować - bardzo miło,
    A bez tego - toby było
    Nudno...

    Chociaż teraz musi płakać,
    Potem będzie znowu skakać!
    Trudno!

    Więc gdy cię dorośli straszą,
    Że tak będzie, jak z tą naszą
    Kozą,
    Najpierw grzecznie ich wysłuchaj,
    Potem powiedz im do ucha
    Prozą:

    "A ja znam może dwadzieścia innych kózek, co od rana do wieczora skakały i zdrowe są, i wesołe, i nic im się nie stało, i dalej skaczą! Grunt, żeby się nie bać! Tak skakać, żeby się nic nie stało! Bo inaczej, co by za życie było? Prawda?" I skacz, ile ci się podoba. Niech dorośli zobaczą, jak się to robi!
     
  • Jan Brzechwa
    Skarżypyta
    "Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, Zosia szyi nie umyła, Jurek zgubił klucz, a Wacek Zjadł ze stołu cały placek." "Któż się ciebie o to pyta?" "Nikt. Ja jestem skarżypyta."
     
  • Jadwiga Ruth Charlewska
    Skrzacik w borze
    Hen w zielonym, ciemnym borze
    Usiadł skrzat na muchomorze.

    Miał niebieski kapelusik,
    Kurtkę białą w srebrny rzucik,

    Żółte spodnie i ciżemki
    I był bardzo malusieńki.

    Kiwał głową, palił fajkę,
    Opowiadał trawom bajkę.
     
  • Julian Tuwim
    Słoń Trąbalski
    Był sobie słoń wielki - jak słoń.
    Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski.
    Wszystko, co miał, było jak słoń!
    Lecz straszny był Zapominalski.

    Słoniową miał głowę i nogi słoniowe,
    I kły z prawdziwej kości słoniowej,
    I trąbę, którą wspaniale kręcił,
    Wszystko słoniowe - oprócz pamięci.

    Zaprosił kolegów słoni na karty
    Na wpół do czwartej.
    Przychodzą - ryczą: "Dzień dobry, kolego!"
    Nikt nie odpowiada,
    Nie ma Trąbalskiego.
    Zapomniał! Wyszedł!

    Miał przyjść do państwa Krokodylów
    Na filiżankę wody z Nilu:
    Zapomniał! Nie przyszedł!

    Ma on chłopczyka i dziewczynkę,
    Miłego słonika i śliczną słoninkę.
    Bardzo kocha te swoje słonięta,
    Ale ich imion nie pamięta.
    Synek nazywa się Biały Ząbek,
    A ojciec woła: "Trąbek! Bombek!"
    Córeczce na imię po prostu Kachna,
    A ojciec woła: "Grubachna! Wielgachna!"

    Nawet gdy własne imię wymawia,
    Gdy się na przykład komuś przedstawia,
    Często się myli Tomasz Trąbalski
    I mówi: "Jestem Tobiasz Bimbalski".

    Żonę ma taką - jakby sześć żon miał!
    (Imię jej: Bania, ale zapomniał),
    No i ta żona kiedyś powiada:
    "Idź do doktora, niechaj cię zbada,
    Niech cię wyleczy na stare lata!"

    Więc zaraz poszedł - do adwokata.
    Potem do szewca i rejenta.
    I wszędzie mówi, że nie pamięta!

    "Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
    Może kto z panów wie czego chciałem?"

    Błąka się, krąży, jest coraz później,
    Aż do kowala trafił, do kuźni.
    Ten chciał go podkuć, więc oprzytomniał,
    Przypomniał sobie to co zapomniał!

    Kowal go zbadał, miechem podmuchał,
    Zajrzał do gardła, zajrzał do ucha,
    Potem opukał młotem kowalskim
    I mówi: "Wiem już, panie Trąbalski!
    Co dzień na głowę wody kubełek
    oraz na trąbie zrobić supełek".
    I chlust go wodą! Sekundę trwało
    I w supeł związał trąbę wspaniałą!

    Pędem poleciał Tomasz do domu.
    Żona w krzyk: "Co to?!" - "Nie mów nikomu!
    To dla pamięci!" - "O czym?" - "No ... chciałem..."
    - "Co chciałeś?" - "Nie wiem! Już zapomniałem!"
     
  • Ada Kopcińska-Niewiadomska
    Słońce jak lizak
    Tak bywa wiosna i latem,
    gdy słońca tyle w kwiatach,
    gdy słońca tyle w oknach,
    że skakać masz ochotę.

    Skakanka raz w górze.
    Skakanka raz w dole.
    Na górze są róże,
    na dole - powoje.

    Na górze - słowiki,
    zaś w dole jest woda,
    kto nogę zamoczy,
    ten skusi - choć szkoda...

    A słońce jak lizak ogromny na niebie
    zaciska już kciuki - promyki za ciebie!
     
[1]2 3 »»

Regulamin | Kontakt | Polityka Cookies

.:: Copyright © 2009-2017 ekarteczka All Rights Reserved. Powered ekarteczka.pl ::.N
23.20.193.33 -> czas generowania strony: 0.00952982902527 sek.
[Polecamy] Kartki | Kartki Walentynkowe

statystyka