Dzisiaj jest czwartek 23 listopad - 327 dzień roku, do końca pozostało 38 dni.
Imieniny: Klemens, Adela, Przedwoj, Erast, Orestes, Felicyta, Fotyna
  • Hasło:
  • Zapamiętaj mnie
NASI PARTNERZY

KATEGORIE

Kartka dnia
SZYBKIE MENU

STATYSTYKI
Wiersze
Szukany wiersz:
Poeta:
 A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P R S Ś T U W X Z Ż 
  • Czesław Miłosz
    Na moje 88 urodziny
    Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
    placyków, arkad,
    schodzące tarasami ku morskiej zatoce.

    I ja, zapatrzony w młode piękno,
    cielesne i nietrwałe,
    jego ruch taneczny wśród starych kamieni.

    Kolory sukien według letniej mody,
    stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
    cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.

    Dawno zostawiłem za sobą
    zwiedzania katedr i wież warownych.
    Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
    duch lotny mimo siwizny i chorób starości.

    Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.
     
  • Adam Asnyk
    Na nowy rok
    Słyszycie? Północ już bije,
    Rok stary w mgły się rozwiewa,
    Jak sen przepada...
    Krzyczmy: Rok Nowy niech żyje!
    I rwijmy z przyszłości drzewa
    Owoc, co wiecznie dojrzewa,
    A nie opada.

    Rok stary jak ziarnko piasku
    Stoczył się w czasu przestrzenie;
    Czyż go żałować?
    Niech ginie! bez łzy, oklasku,
    Jak ten gladiator w arenie,
    Co upadł niepostrzeżenie
    Czas go pochować.

    Bywały lata, ach! krwawsze,
    Z rozpaczy jękiem lecące
    W przeszłości mrok.
    A echo powraca zawsze,
    Przynosząc skargi palące...
    Precz z smutkiem! Życzeń tysiące
    Na Nowy Rok!
    Spod gruzów rozbitych złudzeń
    Wynieśmy arkę rodzinną
    Na stały ląd!
    Duchowych żądni przebudzeń,
    Potęgą stańmy się czynną
    Bacząc, by w stronę nas inną
    Nie uniósł prąd.

    Rozumu, niezgiętej woli,
    Prawdziwej duchowej siły
    I serc czystości!
    A Bóg nam stanąć pozwoli,
    I z naszej skromnej mogiły
    Dzieci się będą uczyły,
    Jak żyć w przyszłości.

    W olbrzymim pokoleń trudzie
    Bądźmy ogniwem łańcucha,
    Co się poświęca,
    Nie marzmy o łatwym cudzie!
    Najwyższy heroizm ducha
    Jest walką, co nie wybucha,
    Pracą bez wieńca.

    Uderzmy w kielichy z winem
    I bratnie podajmy dłonie,
    Wszakże już czas!
    Choć różni twarzą lub czynem,
    Niech nas duch jeden owionie,
    Niech zadrży miłością w łonie
    I złączy nas!

    Bo miłość ta, która płynie
    Z poznania ziemskiego mętu,
    Jest światłem dusz!
    Choć Bogu wznosi świątynie,
    Potrafi zstąpić bez wstrętu
    I wyrwać słabych z odmętu
    W pośrodku burz.

    Niech żyją pierwsi w narodzie,
    Jeżeli zawsze są pierwsi
    I w Poświęceniu!
    Gdy z czasu potrzebą w zgodzie,

    W szlachetnym czynie najszczersi, Swą dumę umieszczą w piersi,
    A nie w imieniu!

    I ci, co żadnej spuścizny
    Na grobie matki nie wzięli
    Prócz łez - niech żyją!
    Jeżeli miłość ojczyzny
    Jako synowie pojęli
    I na wyłomie stanęli,
    Gdzie gromy biją.

    Spełnijmy puchary do dna
    I życzmy sobie nawzajem
    Szczęśliwych lat!
    Niech myśl powstanie swobodna
    I światło błyśnie nad krajem!
    Bogu w opiekę oddajem
    Przyszłości kwiat.

    Tych naszych braci, co cierpią,
    Miłością naszą podnieśmy
    Męczeński ród.
    Niech od nas pociechę czerpią,
    Nadzieję w ich sercach wskrześmy,
    Wołając: jeszcze jesteśmy
    Niech żyje lud!
     
  • Adam Asnyk
    Na początku nic nie było
    Na początku nic nie było,
    Tylko przestrzeń ciemna, pusta;
    Wtem jej czarne błysły oczy
    I różowe, świeże usta.

    Od jej spojrzeń, od rumieńca
    Zajaśniała świateł zorza,
    A gdy pierwsze rzekła słowo,
    Ziemia wyszła z głębi morza.

    Gdy przebiegła ziemię wzrokiem
    Śląc jej uśmiech, rój skrzydlaty
    Wzleciał ptaków i motyli,
    A spod ziemi wyszły kwiaty.

    Lecz nie istniał jeszcze człowiek,
    Tylko martwa gliny bryła;
    Aż nareszcie swym płomiennym
    Pocałunkiem - mnie stworzyła.

    I zbudziłem się do życia
    W cudowności jasnym kraju.
    Lecz mnie również, tak jak innych
    Wypędzono z tego raju.
     
  • Adam Asnyk
    Na przedpiekłu
    Raz mi tak żona dopiekła,
    Żem się powiesił na górze;
    Ciało zostało na sznurze,
    A dusza poszła do piekła.
    Strącona w otchłanie ciemne,
    Trzęsła się cała ze strachu,
    Po siarki przykrym zapachu
    Poznając państwo podziemne.

    Zaledwie biedaczka, dusza,
    Stanęła w przepaści na dnie,
    Gdy dziki Cerber wypadnie
    Targać za poły kontusza.
    I tak jął szarpać zdradziecko,
    Że gdym się bronić sposobił,
    To on tymczasem już zrobił
    Z kontusza tunikę grecką.

    Więc w takim klasycznym stroju
    Ja, szlachcic i Podolanin,
    Szedłem, a duchy po kroju
    Mniemały, żem jest poganin.
    Charon w łańcuchy mnie okuł
    I zawiódł na odwach prosto,
    Gdzie przed piekielnym starostą
    Spisywać trzeba protokół.

    Na sądzie Eak zasiadał,
    Przy nim Radamant z Minosem;
    Spojrzeli na mnie ukosem,
    Żądając, bym się spowiadał.
    Widząc, że patrzę przed siebie,
    Nie wiedząc, co mówić, zgoła,
    Radamant gniewny zawoła:
    Coś przyszedł robić w Erebie?
    Jakie do niego masz prawo?
    Jakie masz w piekle zasługi?
    Czy szereg twych zbrodni długi
    Występną okrył cię sławą?
    Czyś może jako wódz srogi
    Rozpuścił na świat swe hordy,
    Siałeś pożogi i mordy,
    Wzywając do walki bogi?
    Lub może jak Tytan nowy
    Niebiosa pobiegłeś gwałcić
    I ziemię chciałeś przekształcić,
    Niszcząc fatalizm duchowy?
    Możeś był zemsty Orestem
    I w krwi swych bliskich się pławił?
    No, powiedz, czymżeś się wsławił?
    Mordami? zdradą? incestem?

    Na to ja, szlachcic struchlały,
    Rzekłem: - Niech porwą mnie diabli;
    Jeżeli dotknąłem szabli
    Przez życia mego wiek cały!
    Jestem człek prawy, zamożny...
    Moi piekielni panowie,
    Co wam też świta po głowie
    Bym miał być taki bezbożny?
    Żyłem przykładnie na roli,
    Czysty przed ludźmi i Bogiem,
    Nikomu nie byłem wrogiem,
    Strzegłem się wszelkiej swawoli.
    Gromiłem życie namiętne,
    Próżne marzenia postępu
    Nie miały do mnie przystępu,
    Doktryny były mi wstrętne.
    Nie gustowałem w poezji,
    Pogańskich nie czciłem bogów,
    Strzegłem się ideologów
    I heroicznych herezji.
    Prowadząc życie w porządku,
    Nie miałem większej ambicji,
    Jak zostać... posłem w Galicji,
    Gdziem słynął z swego rozsądku,
    Ale czart jakiś mnie zbiesił:
    Gdy mocniej zalałem głowę,
    Różne zgryzoty domowe
    Sprawiły, żem się obwiesił.

    Gdym skończył, wstał Minos straszny
    I rzekł: - Co robić z tym fantem,
    Z Beotem i obskurantem?
    Dla piekła jest za rubaszny!
    I tak po krótkich namowach
    Wszyscy trzej, mrucząc pod nosem,
    Radamant, Eak z Minosem
    Zawarli wyrok w tych słowach:
    Idź jeszcze na ziemię, bracie,
    Zająć się twoim rzemiosłem,
    A będziesz wybrany posłem,
    Zasiądziesz nawet w rajchsracie.
    A kiedy już w delegacji
    Staniesz w obronie wolności,
    Chcąc nam dochować wdzięczności,
    Pamiętaj o propinacji!
    I nie trać nigdy nadziei,
    Walcz śmiało na każdej sesji,
    Zdobędziesz dużo koncesji...
    Banków i nowych kolei.
    Choćby kto za złe poczytał,
    Śmiej się! bo sprawa jest czysta,
    Wszakże kraj na tym skorzysta,
    Jeśli powiększysz kapitał.
    Piekła się nie bój tym bardziej,
    Bądź tylko śmiało bezczelnym,
    Honorem ręczym piekielnym,
    Że piekło tobą pogardzi.
     
  • Jan Brzechwa
    Na straganie
    Na straganie w dzień targowy
    Takie słyszy się rozmowy:

    "Może pan się o mnie oprze,
    Pan tak więdnie, panie koprze."

    "Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
    Leżę tutaj już od wtorku!"

    Rzecze na to kalarepka:
    "Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"

    Groch po brzuszku rzepę klepie:
    "Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"

    "Dzięki, dzięki, panie grochu,
    Jakoś żyje się po trochu.

    Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
    Blada, chuda, spać nie może."

    "A to feler"
    - Westchnął seler.

    Burak stroni od cebuli,
    A cebula doń się czuli:

    "Mój Buraku, mój czerwony,
    Czybyś nie chciał takiej żony?"

    Burak tylko nos zatyka:
    "Niech no pani prędzej zmyka,

    Ja chcę żonę mieć buraczą,
    Bo przy pani wszyscy płaczą."

    "A to feler"
    - Westchnął seler.

    Naraz słychać głos fasoli:
    "Gdzie się pani tu gramoli?!"

    "Nie bądź dla mnie taka wielka"
    - Odpowiada jej brukselka.

    "Widzieliście, jaka krewka!"
    - Zaperzyła się marchewka.

    "Niech rozsądzi nas kapusta!"
    "Co, kapusta?! Głowa pusta?!"

    A kapusta rzecze smutnie:
    "Moi drodzy, po co kłótnie,

    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!"

    "A to feler"
    - Westchnął seler.
     
  • Jadwiga Ruth Charlewska
    Na wagarach
    W piękny ranek Jaś z Cezarym
    zwiali szybko na wagary.
    Po co ciągle siedzieć w szkole,
    nad klasówką się mozolić?
    Na niegrzecznych pani krzyczy,
    trzeba czytać, szkoda czasu,
    lepiej ścieżką iść do lasu.

    W lesie chłodno i zielono,
    stare drzewa w słońcu toną.
    Położyli się na trawie,
    jak tu dziwnie i ciekawie.
    Dzięcioł pnie wciąż ostukuje,
    mrówka wolno spaceruje.
    Leśne pszczoły miód zbierają,
    a pająki sieci tkają,
    wiewióreczka je orzeszek,
    każdy si ędo czegoś spieszy.

    Jaś i Czaruś, głodni bardzo,
    jagodami nie pogardzą.
    Lecz, o dziwo,
    spośród sosen sroka skrzeczy ludzkim głosem: "Idźcie z lasu, wstrętne lenie,
    dla was nie ma tu jedzenia,
    by jagody w brzuch ładować,
    trzeba na to zapracować".

    Dołączyła się wiewiórka
    i jaszczurka, i przepiórka,
    a pan dzięcioł rozgniewany
    mocniej stuka w drzewa ściany.

    Chłopcy z trawy się zerwali,
    szybko z lasu umykali.
    I już nigdy, nie do wiary,
    nie chodzili na wagary.
     
  • Jan Brzechwa
    Na wyspach Bergamutach
    Na wyspach Bergamutach
    Podobno jest kot w butach,

    Widziano także osła,
    Którego mrówka niosła,

    Jest kura samograjka
    Znosząca złote jajka,

    Na dębach rosną jabłka
    W gronostajowych czapkach,

    Jest i wieloryb stary,
    Co nosi okulary,

    Uczone są łososie
    W pomidorowym sosie

    I tresowane szczury
    Na szczycie szklanej góry,

    Jest słoń z trąbami dwiema
    I tylko... wysp tych nie ma.
     
  • Adam Asnyk
    Nad gołębiami
    Póki w narodzie myśl swobody żyje,
    Wola i godność, i męstwo człowiecze,
    Póki sam w ręce nie odda się czyje
    I praw się swoich do życia nie zrzecze,

    To ani łańcuch, co mu ściska szyję,
    Ani utkwione w jego piersiach miecze,
    Ani go przemoc żadna nie zabije -
    I w noc dziejowej hańby nie zawecze.

    Zginąć on może z własnej tylko ręki:
    Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,
    Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki -

    I to zwątpienie, co szepcze do ucha:
    Że jednym tylko lekarstwem na męki
    Jest dobrowolne samobójstwo ducha.
     
  • Adam Asnyk
    Najpiękniejsze piosnki
    Najpiękniejszych moich piosnek
    Nauczyła mnie dzieweczka,
    Mistrzem bowiem były dla mnie
    Harmonijne jej usteczka.

    Te usteczka brzmiały zawsze
    Jakąś piosnką świeżą, nową,
    Każdy uśmiech był melodią,
    Śpiewem było każde słowo.

    Wszystko o czym serce śniło,
    Wszystko, o czym nawet nie śni,
    Odbijało się w jej oczach
    I płynęło w słodkiej pieśni.

    Więc mnie zawsze przy jej boku,
    Wpatrzonego w jej oblicze,
    Kołysały śpiewne mary,
    Czarodziejskich brzmień słodycze.

    Czegom uchem nie dosłyszał,
    Tom z usteczek koralowych
    Sam ustami swemi chwytał.
     
  • Jan Brzechwa
    Natka szczerbatka
    Jest w naszym domu schodowa klatka,
    A na tej klatce - lokali pięć.
    W jednym z nich mieszka Natka-szczerbatka.
    O niej napisać mam dzisiaj chęć.

    Mam chęć napisać, bo to jest gratka,
    Bo to okazja ogromnie rzadka.
    Była więc sobie Natka-szczerbatka...
    Czemu szczerbatka? Zaraz wyjaśnię.
    Wiadomo: każdy człowiek, nim zaśnie,
    Zęby szoruje, by zdrowym być,
    Szczotką i pastą szoruje właśnie.
    A Natka zębów nie chciała myć.

    Mówiła: "Nie chcę,
    Szczotka mnie łechce,
    Niech inni myją zęby, gdy chcą,
    A ja nie będę! I żadna siła
    Już mnie nie zmusi, bym zęby myła!"

    Co z taką robić? Powiedzcie, co?

    Nie wiem, co robić. I wy nie wiecie.
    Dużo jest takich Natek na świecie.

    Myjemy zęby szczotką i pastą,
    Cóż więc obchodzi i was, i mnie,
    Cóż w rzeczy samej obchodzi nas to,
    Czy Natka myje zęby, czy nie?
    Cóż nas obchodzi jakaś tam Natka?
    Niech się nią zajmie ojciec i matka
    - My z niej przykładu nie chcemy brać,
    Bo to, po prostu, głupia dzierlatka,
    Która o zęby nie umie dbać.

    Natka nie dbała, myć ich nie chciała.
    Oto, po prostu, historia cała.

    Czy opowiadać mam do ostatka,
    Czemu sąsiedzi od paru lat
    Mówią o Natce: "Natka-szczerbatka"?
    Myślę, że każdy dawno już zgadł,
    Co znaczy taka przypięta łatka
    I to przezwisko: "Natka-szczerbatka."
     
[1]2 »»

Regulamin | Kontakt | Polityka Cookies

.:: Copyright © 2009-2017 ekarteczka All Rights Reserved. Powered ekarteczka.pl ::.N
54.162.166.214 -> czas generowania strony: 0.00798487663269 sek.
[Polecamy] Kartki | Kartki Walentynkowe

statystyka