Dzisiaj jest sobota 23 wrzesień - 266 dzień roku, do końca pozostało 99 dni.
Imieniny: Bogusław, Liwiusz, Tekla, Boguchwała, Libert
  • Hasło:
  • Zapamiętaj mnie
NASI PARTNERZY

KATEGORIE

Kartka dnia
SZYBKIE MENU

STATYSTYKI
Wiersze
Szukany wiersz:
Poeta:
 A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P R S Ś T U W X Z Ż 
  • Ada Kopcińska-Niewiadomska
    Mamusiu, nie bój się!
    - Cii... mamusiu.
    Już jesteśmy w lesie.
    To nie nasz pokój.
    To nie nasz stół.
    Stań teraz na jednej nodze
    i przeskocz, jak umiesz najszybciej,
    strumyk -
    a wtedy zniknie ten ciemny,
    ogromny las...

    - O! But mi do wody wpadł! -
    To nic. Masz orzech.
    Zaciśnij w garści.
    I zamknij wreszcie oczy.
    Trzy kroki zrób do przodu...
    - Coś ciągnie mnie za warkoczyk!
    - Mamusiu, nie bój się!

    Moja mama boi się burzy i wiatru,
    lodu na drogach i mojego kaszlu,
    i jeszcze - gdy ktoś na kogoś się złości.
    A ja? Ja nie boję się niczego!
    Czasami tylko ciemności.
     
  • Julian Tuwim
    Melodia
    Wczesna jesień - oto moja pora.
    Siwy ranek - kolor mego wzroku.
    Siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku,
    Mógłbym tak do wieczora.

    Za oknami tyle pośpiechu,
    Ale ja nie wiem i nie słyszę,
    I zamilkły w jesiennym uśmiechu,
    Zapatrzeniem dalekim się kołysze.

    Tak najlepiej: siąść w cukierni rankiem
    I patrzeć, jak ulica chodzi.
    W takie ranki jest się kochankiem,
    I smutniej człowiekowi, i młodziej.

    Od miłości, od czułych wspomnień
    Dzień zacząłem senny i pusty.
    Z twoich słów, nie pisanych do mnie
    Wiersz układam uśmiechniętymi usty.

    A to wszystko razem jest melodią,
    I melodii chwile są rade.
    Cudzoziemka w palcie kraciastym
    Śpiewnie, ślicznie zamawia "szokolade".

    Jaka wiotka, matowa kobieta!
    Jak nas mało na świecie! Jak mało!
    I jakimi perfumami zawiało!
    I jaki poeta!...
     
  • Czesław Miłosz
    Miasto młodości
    Przystojniej byłoby nie żyć. A żyć nie jest przystojnie,
    Powiada ten, kto wrócił po bardzo wielu latach
    Do miasta swojej młodości. Nie było nikogo
    Z tych, którzy kiedyś chodzili tymi ulicami,
    I teraz nic nie mieli oprócz jego oczu.
    Potykając się, szedł i patrzył zamiast nich
    Na światło, które kochali, na bzy, które znów kwitły.
    Jego nogi, bądź co bądź, były doskonalsze
    Niż nogi bez istnienia. Płuca wdychały powietrze
    Jak zwykle u żywych, serce biło
    Zdumiewając, że bije. W ciele teraz biegła
    Ich krew, jego arterie żywiły ich tlenem.
    W sobie czuł ich wątroby, trzustki i jelita.
    Męskość i żeńskość, minione, w nim się spotykały,
    I każdy wstyd, każdy smutek, każda miłość.
    Jeżeli nam dostępne rozumienie,
    Myślał, to w jednej współczującej chwili,
    Kiedy co mnie od nich oddzielało, ginie,
    I deszcz kropel z kiści bzu sypie się na twarz
    Jego, jej i moją równocześnie.
     
  • Jan Brzechwa
    Michałek
    Był leń, co zwał się Michałek.
    Nie robił nic w poniedziałek,

    Spać poszedł, a wstał we wtorek
    Dopiero na podwieczorek.

    Zaczekał, aż przyszła środa,
    Lecz czasu było mu szkoda.

    Do książki zabrał się w czwartek,
    Lecz nawet nie rozciął kartek.

    Pomyślał: "Jutro jest piątek,
    Więc w piątek zrobię początek."

    A w piątek rzekł: - "Na sobotę
    Odłożę raczej robotę." Przyszła sobota.

    - "W niedzielę Odpocznę wpierw mało-wiele,
    A za to już w poniedziałek

    Odrobię cały kawałek."
    We wtorek rzekł:

    - "Źle się czuję..."
    A w środę dostał dwie dwóje.

    Do domu wrócił Michałek,
    Przygładził smętnie przedziałek,

    I w ojca wlepiwszy ślepia,
    Rzekł: - "Nauczyciel się czepia."
     
  • Julian Tuwim
    Mieszkańcy
    Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
    Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
    Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
    Zgroza zimowa, ciemne konanie.

    Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
    Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
    Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
    I wszystko widmo. I wszystko fantom.

    Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
    Krawacik musną, klapy obciągną
    I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
    Taką wiadomą, taką okrągłą.

    I oto idą, zapięci szczelnie,
    Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
    A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
    Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

    Jak ciasto biorą gazety w palce
    I żują, żują na papkę pulchną,
    Aż papierowym wzdęte zakalcem,
    Wypchane głowy grubo im puchną.

    I znowu mówią, że Ford... że kino...
    Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
    Warstwami rośnie brednia potworna,
    I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

    Głowę rozdętą i coraz cięższą
    Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
    Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
    Łbem o nocniki chłodne trącając.

    I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
    Spodnie na tyłkach zacerowane,
    Własność wielebną, święte nabytki,
    Swoje, wyłączne, zapracowane.

    Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
    ...od wojny... głodu... odpoczywanie"
    I zasypiają z mordą na piersi
    W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
     
  • Adam Asnyk
    Między nami nic nie było
    Między nami nic nie było!
    Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych.
    nic nas z sobą nie łączyło -
    Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

    Prócz tych woni, barw i blasków
    Unoszących się w przestrzeni,
    Prócz szumiących śpiewem lasków
    I tej świeżej łąk zieleni!

    Prócz tych kaskad i potoków
    Zraszających każdy parów,
    Prócz girlandy tęcz, obłoków,
    Prócz natury słodkich czarów;

    Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
    Z których serce zachwyt piło,
    Prócz pirwiosnków i powojów,
    Między nami nic nie było!
     
  • Adam Asnyk
    Miłość jak słońce
    Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały
    I swoim blaskiem ożywia różanym,
    W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały
    Dozwala kwiatom rozkwitnąć wionianym
    I wyprowadza z martwych głazów łona
    Coraz to nowe na przyszłość nasiona.

    Miłość jak słońce: barwy uroczemi
    Wszystko dokoła cudownie powleka;
    Żywe piękności wydobywa z ziemi,
    Z serca natury i z serca człowieka
    I szary, mglisty widnokrąg istnienia
    W przędzę z purpury i złota zamienia.

    Miłość jak słońce: wywołuje burze,
    Które grom niosą w ciemnościach spowity,
    I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,
    Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity,
    I znów z obłoków wyziera pogodnie,
    Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,

    Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,
    Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca
    Powraca smutne rozpromieniać noce
    I przez ciemność przedziera się drżąca,
    Pełna tęsknoty cichej i żałoby,
    By wieńczyć śpiące ruiny i groby.

     
  • Jan Brzechwa
    Mleko
    - Co się stało, co się stało?
    - Gwałtu, mleko wyleciało!

    Przeraziła się kucharka,
    Wyleciało mleko z garnka

    I jak białe prześcieradło
    Na patelni wierzchem siadło.

    Jęło fruwać pod sufitem,
    Przyśpiewując sobie przy tym:

    - Dobre mleczko, smaczne mleczko,
    Nie dla ciebie, kochaneczko!

    Rozgniewała się kucharka
    I na mleko głośno sarka:

    - Któż to słyszał, żeby mleko
    Wyleciało tak daleko?

    Zsiądź z patelni, zsiądź już prędzej,
    Bo na zawsze cię przepędzę!

    Na te słowa mleko zbladło,
    Przestraszyło się i zsiadło.

    Chodźcie do nas. Zjedzcie z nami
    Zsiadłe mleko z ziemniakami.
     
  • Julian Tuwim
    Modlitwa
    Modlę się Panie, ale się nie korzę:
    Twarde są słowa modlitwą zrodzone.
    Daj mi wytrwania i sił wiele, Boże,
    W życiu, co będzie twórcze i szalone.

    Daj mi, o Panie, poczynań płomienność
    I nieugiętą daj ku Sobie wolę.
    Niech życie moje zwie się: wieczna zmienność
    W wiecznej jedności na duszy cokole.

    Ale pamiętaj: gdy padnę, nieszczęście
    Moje olbrzymie w twarz cisnę Ci, Boże.
    Wiedz: w górę wzniosę dwie żelazne pięście,
    Oczy spłomienię, spojrzę i - zagrożę !
     
  • Julian Tuwim
    Modlitwa (Kwiaty Polskie I/II/VIII fr.)
    My ludzie skromni, ludzie prości,
    Żadni nadludzie ni olbrzymy,
    Boga o inną moc prosimy,
    O inną drogę do wielkości:

    Chmury nad nami rozpal w łunę,
    Uderz nam w serca złotym dzwonem,
    Otwórz nam Polskę, jak piorunem
    Otwierasz niebo zachmurzone.
    Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
    Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
    Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
    Niech będzie biedny, ale czysty
    Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
    Ziemi, gdy z martwych się obudzi
    I brzask wolności ją ozłoci,
    Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
    Mocnych w mądrości i dobroci.
    A kiedy lud na nogi stanie,
    Niechaj podniesie pięść żylastą:
    Daj pracującym we władanie
    Plon pracy ich we wsi i miastach,
    Bankierstwo rozpędź - i spraw, Panie,
    By pieniądz w pieniądz nie porastał.
    Pysznych pokora niech uzbroi,
    Pokornym gniewnej dumy przydaj,
    Poucz nas, że pod słońcem Twoim
    "Nie mas Greczyna ani Żyda".
    Puszącym się, nadymającym
    Strąć z głowy ich koronę głupią,
    A warczącemu wielkorządcy
    Na biurku postaw czaszkę trupią.
    (. . . . . . . . . . .)
    Piorunem ruń, gdy w imię sławy
    Pyszałek chwyci broń do ręki,
    Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
    Miał za rękojeść krzyż Twej męki.
    Niech się wypełni dobra wola
    Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
    Przywróć nam chleb z polskiego pola,
    Przywróć nam trumny z polskiej sosny.
    Lecz nade wszystko - słowom naszym,
    Zmienionym chytrze przez krętaczy,
    Jedyność przywróć i prawdziwość:
    Niech prawo zawsze prawo znaczy,
    A sprawiedliwość - sprawiedliwość.
    Niech więcej Twego brzmi imienia
    W uczynkach ludzi niż w ich pieśni,
    Głupcom odejmij dar marzenia,
    A sny szlachetnych ucieleśnij.
    Spraw, byśmy błogosławić mogli
    Pożar, co zniszczył nas dobytek,
    Jeśli oczyszczającym ogniem
    Będzie dla naszych dusz nadgnitych.
    Każda niech Polska będzie wielka:
    Synom jej ducha czy jej ciała
    Daj wielkość serc, gdy będzie wielka,
    I wielkość serc, gdy będzie małą.
    Wtłoczonym między dzicz niemiecką
    I nowy naród stu narodów -
    Na wschód granicę daj sąsiedzką,
    A wieczną przepaść od zachodu.
    Dłonie Twe, z których krew się toczy,
    Razem z gwoździami wyrwij z krzyża
    I zakryj, zakryj nimi oczy,
    Gdy się czas zemsty będzie zbliżał.
    Przyzwól nam złamać Zakon Pański,
    Gdy brnąć będziemy do Warszawy
    Przez Tatry martwych ciał germańskich,
    Przez Bałtyk wrażej krwi szubrawej.
    ...A gdy będziemy, w Nekropolu,
    Przybliżać się do Twych przedmieści,
    Klękniemy kwarantanną w polu,
    Nadziei pełni i boleści:
    Nadzieją - że nam przyjaciele
    Naprzeciw wyjdą z Miasta Krzyżów,
    Niosący w oczach przebaczenie
    I łzy radości a nie wyrzut.
    Boleści - że nam nie pomogą
    Te łzy ni łaska, ni witanie...
    MILCZĄCE między nami stanie
    Zjawą złowrogą.
     
[1]2 »»

Regulamin | Kontakt | Polityka Cookies

.:: Copyright © 2009-2017 ekarteczka All Rights Reserved. Powered ekarteczka.pl ::.N
54.225.57.120 -> czas generowania strony: 0.00843405723572 sek.
[Polecamy] Kartki | Kartki Walentynkowe

statystyka