Dzisiaj jest wtorek 21 luty - 52 dzień roku, do końca pozostało 313 dni.
Imieniny: Eleonora, Piotr, Gumbert
  • Hasło:
  • Zapamiętaj mnie
NASI PARTNERZY

KATEGORIE

Kartka dnia
SZYBKIE MENU

STATYSTYKI
Wiersze
Szukany wiersz:
Poeta:
 A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P R S Ś T U W X Z Ż 
  • Jan Brzechwa
    Śledzie po obiedzie
    Bardzo w kuchni gniewały się śledzie,
    Że nikt nie chce ich jeść po obiedzie,
    Tak jak gdyby istniały powody,
    Wyżej cenić owoce lub lody.

    Przed obiadem dobry jest śledź,
    A po obiedzie - cicho siedź!

    Kucharzowi zrobiło się przykro:
    Taki śledzik, czy z mleczkiem, czy z ikrą,
    Przed obiadem to przysmak nie lada,
    Lecz na deser się śledzi nie jada.

    Przed obiadem dobry jest śledź,
    A po obiedzie - cicho siedź!

    Na to śledzie: "To pan niech się biedzi,
    Niech ukręci pan lody ze śledzi,
    Bo nie w smak nam są takie zwyczaje,
    Że się śledzi na deser nie daje.

    Przed obiadem dobry jest śledź,
    A po obiedzie - cicho siedź?"

    Kucharz słuchał milczący i blady,
    Tegoż dnia jeszcze odszedł z posady,
    Nawet nie chciał zgotować kolacji,
    Bo, doprawdy, czyż śledź nie ma racji?

    Przed obiadem dobry jest śledź,
    A po obiedzie - cicho siedź!
     
  • Jan Brzechwa
    Ślimak
    "Mój ślimaku, pokaż rożki, Dam ci sera na pierożki." Ale ślimak się opiera: "Nie chcę sera, nie jem sera!" "Pokaż rożki, mój ślimaku, Dam ci za to garstkę maku." Ślimak chowa się w skorupie. "Głupie żarty, bardzo głupie." "Pokaż rożki, mój kochany, Dam ci za to łyk śmietany." Ślimak gniewa się i złości: "Powiedziałem chyba dość ci!" Ale żona, jak to żona, Nic jej nigdy nie przekona, Dalej męczy: "Pokaż rożki, Dam ci za to krawat w groszki." Ślimak całkiem już znudzony Rzecze: "Dość mam takiej żony, Życie z tobą się ślimaczy, Muszę zacząć żyć inaczej!" I nie mówiąc nic nikomu, Po kryjomu wyszedł z domu. Lecz wyjść z domu dla ślimaka To jest rzecz nie byle jaka. Ślimak pełznie środkiem parku, A dom wisi mu na karku, A z okienka patrzy żona I wciąż woła niestrudzona: "Pokaż rożki, pokaż rożki, Dam ci wełny na pończoszki!" Ślimak jęknął i oniemiał, Tupnął nogą, której nie miał, Po czym schował się w skorupie I do dziś ze złości tupie.
     
  • Julian Tuwim
    Śmierdziel
    Przyszedł śmierdziel do ogrodu
    I stwierdził,
    Że się ktoś dopuścił smrodu,
    Bo śmierdzi.

    Stanął śmierdziel, żeby fakt ten
    Ustalić
    I cos w związku z tym nietaktem
    Uchwalić.

    Więc się śmierdziel zebrał licznie
    W drzew cieniu,
    Protestując energicznie
    W imieniu.

    Potem ruszył po ogrodzie
    Pochodem,
    Krzycząc: "Hańba! Precz, narodzie,
    Ze smrodem!"

    Krzyczał, ryczał, ducha sławił
    (Nie ciało),
    Ale gdzie się tylko zjawił -
    Śmierdziało.

    Z tego morał się wywodzi
    Dla wielu:
    Nie protestuj, gdy sam smrodzisz,
    Śmierdzielu.
     
  • Jan Brzechwa
    Śpioch
    Żył sobie raz chłop na świecie, Mieszkał w smorgońskim powiecie, A zwał się Drzemalski Roch, Największy pod słońcem śpioch. Kto inny sieje i orze, A on się wyspać nie może. Od świtu śpi aż po świat: Po prostu hańba i wstyd. Powiada doń żona: "Rochu, Zagrzałam ci miskę grochu." Roch mlasnął, zasnął i śni Przez nowych czternaście dni. Przychodzi świekra i woła: "Wstań, Rochu, idź do kościoła!" A Roch pierzynę - hyc! I śpi jakby nigdy nic. Przyjechał starosta z miasta, Powiada: "Wstawaj i basta!" Roch na to: "Nie mogę wstać, Bo bardzo chce mi się spać." Aż śmierć się zbliża po trochu. "No, wstawaj - powiada - Rochu, Najwyższy na ciebie czas, Byś wreszcie z barłogu zlazł." Rochowa snadź Rocha kocha, Chce sobą zasłonić Rocha. Dzieciaki za matką w szloch: "Nasz tato, nasz Roch, nasz śpioch!" A chłop uprzejmie śmierć wita: "Wyśpię się wreszcie do syta!" I zasnął na zawsze Roch, Największy pod słońcem śpioch.
     
  • Adam Mickiewicz
    Świtezianka
    Jakiż to chłopiec piękny i młody?
    Jaka to obok dziewica?
    Brzegami sinej Świtezi wody
    Idą przy świetle księżyca.

    Ona mu z kosza daje maliny,
    A on jej kwiatki do wianka;
    Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
    Pewnie to jego kochanka.

    Każdą noc prawie, o jednej porze,
    Pod tym się widzą modrzewiem.
    Młody jest strzelcem w tutejszym borze,
    Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.

    Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie,
    Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada.
    Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,
    Jak ognik nocny przepada.

    "Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno,
    Na co nam te tajemnice,
    Jaką przybiegłaś do mnie drożyną?
    Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?

    Minęło lato, zżółkniały liścia
    I dżdżysta nadchodzi pora,
    Zawsze mam czekać twojego przyścia
    Na dzikich brzegach jeziora?

    Zawszeż po kniejach jak sarna płocha,
    Jak upiór błądzisz w noc ciemną?
    Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha,
    Zostań się, o luba! ze mną.

    Chateczka moja stąd niedaleka
    Pośrodku gęstej leszczyny;
    Jest tam dostatkiem owoców, mleka,
    Jest tam dostatkiem źwierzyny".

    "Stój, stój - odpowie - hardy młokosie,
    Pomnę, co ojciec rzekł stary:
    Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,
    A w sercu lisie zamiary.

    Więcej się waszej obłudy boję,
    Niż w zmienne ufam zapały,
    Może bym prośby przyjęła twoje;
    Ale czy będziesz mnie stały?"

    Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku,
    Piekielne wzywał potęgi,
    Klął się przy świętym księżyca blasku,
    Lecz czy dochowa przysięgi?

    "Dochowaj, strzelcze, to moja rada:
    Bo kto przysięgę naruszy,
    Ach, biada jemu, za życia biada!
    I biada jego złej duszy!"

    To mówiąc dziewka więcej nie czeka,
    Wieniec włożyla na skronie
    I pożegnawszy strzelca z daleka,
    Na zwykłe uchodzi błonie.

    Próżno się za nią strzelec pomyka,
    Rączym wybiegom nie sprostał,
    Znikła jak lekki powiew wietrzyka,
    A on sam jeden pozostał.

    Sam został, dziką powraca drogą,
    Ziemia uchyla się grząska,
    Cisza wokoło, tylko pod nogą
    Zwiędła szeleszcze gałązka.

    Idzie nad wodą, błędny krok niesie,
    Błędnymi strzela oczyma;
    Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie,
    Woda się burzy i wzdyma.

    Burzy się, wzdyma, pękają tonie,
    O niesłychane zjawiska!
    Ponad srebrzyste Świtezi błonie
    Dziewicza piękność wytryska.

    Jej twarz jak róży bladej zawoje,
    Skropione jutrzenki łezką;
    Jako mgła lekka, tak lekkie stroje
    Obwiały postać niebieską.

    "Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody -
    Zanuci czule dziewica -
    Po co wokoło Świteziu wody
    Błądzisz przy świetle księżyca?

    Po co żałujesz dzikiej wietrznicy,
    Która cię zwabia w te knieje:
    Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy
    I może jeszcze się śmieje?

    Daj się namówić czułym wyrazem,
    Porzuć wzdychania i żale,
    Do mnie tu, do mnie, tu będziem razem
    Po wodnym pląsać krysztale.

    Czy zechcesz niby jaskółka chybka
    Oblicze tylko wód muskać,
    Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka,
    Cały dzień ze mną się pluskać.

    A na noc w łożu srebrnej topieli
    Pod namiotami źwierciadeł,
    Na miękkiej wodnych lilijek bieli.
    Śród boskich usnąć widziadeł".

    Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie,
    Strzelec w ziemię patrzy skromnie,
    Dziewica w lekkim zbliża się pędzie
    I "Do mnie, woła, pójdź do mnie".

    I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,
    Jak tęcza śmiga w krąg wielki,
    To znowu siekąc wodne zatopy,
    Srebrnymi pryska kropelki.

    Podbiega strzelec i staje w biegu,
    I chciałby skoczyć, i nie chce;
    Wtem modra fala, prysnąwszy z brzegu,
    Z lekka mu w stopy załechce.

    I tak go łechce, i tak go znęca,
    Tak się w nim serce rozpływa,
    Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca
    Ściśnie kochanka wstydliwa.

    Zapomniał strzelec o swej dziewczynie,
    Przysięgą pogardził świętą,
    Na zgubę oślep bieży w głębinie,
    Nową zwabiony ponętą.

    Bieży i patrzy, patrzy i bieży;
    Niesie go wodne przestworze,
    Już z dala suchych odbiegł wybrzeży,
    Na średnim igra jeziorze.

    I już dłoń śnieżną w swej ciśnie dłoni,
    W pięknych licach topi oczy,
    Ustami usta różane goni
    I skoczne okręgi toczy.

    Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska,
    Co ją w łudzącym krył blasku;
    Poznaje strzelec dziewczynę z bliska,
    Ach, to dziewczyna spod lasku!

    "A gdzie przysięga? gdzie moja rada?
    Wszak kto przysięgę naruszy,
    Ach, biada jemu, za życia biada!
    I biada jego złej duszy!

    Nie tobie igrać przez srebrne tonie
    Lub nurkiem pluskać w głąb jasną;
    Surowa ziemia ciało pochłonie,
    Oczy twe żwirem zagasną.

    A dusza przy tym świadomym drzewie
    Niech lat doczeka tysiąca,
    Wiecznie piekielne cierpiąc żarzewie
    Nie ma czym zgasić gorąca".

    Słyszy to strzelec, błędny krok niesie,
    Błędnymi rzuca oczyma;
    A wicher szumi po gęstym lesie,
    Woda się burzy i wzdyma.

    Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,
    Kręconym nurtem pochwyca,
    Roztwiera paszczę otchłań podwodna,
    Ginie z młodzieńcem dziewica.

    Woda się dotąd burzy i pieni,
    Dotąd przy świetle księżyca
    Snuje się para znikomych cieni;
    Jest to z młodzieńcem dziewica.

    Ona po srebrnym pląsa jeziorze,
    On pod tym jęczy modrzewiem.
    Kto jest młodzieniec? - strzelcem był w borze.
    A kto dziewczyna? - ja nie wiem.
     

Regulamin | Kontakt | Polityka Cookies

.:: Copyright © 2009-2017 ekarteczka All Rights Reserved. Powered ekarteczka.pl ::.N
54.158.100.26 -> czas generowania strony: 0.0176241397858 sek.
[Polecamy] Kartki | Kartki Walentynkowe

statystyka