Dzisiaj jest sobota 27 maj - 147 dzień roku, do końca pozostało 218 dni.
Imieniny: Lucjan, Magdalena, Oliwer, Radowit, Izydor, Juliusz, Jan
  • Hasło:
  • Zapamiętaj mnie
NASI PARTNERZY

KATEGORIE

Kartka dnia
SZYBKIE MENU

STATYSTYKI
Wiersze
Szukany wiersz:
Poeta:
 A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P R S Ś T U W X Z Ż 
  • Adam Asnyk
    Nawrócenie
    Gdy miała szesnaście latek,
    Była ach! bardzo sceptyczną,
    Nie chciała wierzyć, gdym mówił,
    Że jest prześliczną.

    Wątpiła o swej urodzie.
    W uczucia wierzyć nie chciała,
    Kiedym jej miłość wyznawał,
    Tylko się śmiała.

    Lecz dzisiaj, po latach wielu,
    Wiara w serce wstąpiła...
    I nawrócona zupełnie,
    Żałuje, że wprzód wątpiła...

    Ufna w potęgę miłości,
    Wspomnienia pragnie odświeżyć,
    Wierz, że jeszcze ją kocham
    Lecz ja - przestałem już wierzyć.
     
  • Adam Asnyk
    Noc pod wysoką
    Wieczór się zbliżał, a nad naszą głową
    Wciąż wyrastały prostopadłe ściany
    I wciąż się zdawał oddalać na nowo
    Wierzchołek w słońca promieniach kąpany:
    Więc trzeba było myśleć o noclegu,
    Zanim nas zdradne ciemności zaskoczą
    Na skał urwanych przepaścistym brzegu.

    Właśnie się naszym ukazała oczom,
    Wciśnięta między dwa ramiona góry,
    Kotlina, pełna granitowych łomów,
    Które z daleka sterczały, jak mury
    Zdobytej twierdzy lub zburzonych domów.
    Była to naga, posępna kotlina,
    Cieniem dwóch groźnych wierzchołka piramid
    Pokryta. - W głębi toń jeziorka sina
    I mchu na głazach zielony aksamit...
    Zresztą ni trawki, ni krzewu - jedynie
    Woda i głazy, i mchy w rozpadlinie.

    Tu na jeziora zeszliśmy wybrzeże,
    Między zwalone bryły granitowe,
    By obrać sobie ciche na noc leże
    I mech jedwabny podesłać pod głowę
    W miejscu, gdzie wielkie głazy pochylone
    Od nocnych wichrów dawały osłonę.
    Na niebie jeszcze dzień panował biały,
    A słońce, góry zasłonięte grzbietem,
    Barwiło w szczytach wyzębione skały
    Złotem, purpurą albo fioletem...
    Czasu dość było do zmierzchu. Usiadłem
    Tuż nad zmrożonym jeziorka zwierciadłem,
    Co z brzegów w śniegi oprawne i lody
    W dali marszczyło czerniejące wody.
    Patrzałem: jako w pracy nieustannej
    Fala srebrzystą powłokę podmywa,
    Aż tafla lodu, dźwięk wydając szklanny,
    Pęka i dalej z szelestem odpływa;
    Patrzałem: jako na posępnej toni
    Kra oderwana krąży wkoło brzegu,
    Jak jedna drugą potrąca i goni,
    Na trud próżnego skazana obiegu...
    I żałowałem, że się próżno kręci,
    Przypominając sobie ludzką dolę,
    W której, ach nieraz, wszystkie dobre chęci
    W zaklętym muszą obracać się kole...

    Tymczasem dołem gęstsze cienie rosły,
    Bory zsiniały pod mgieł mleczną szatą
    I szczyt nad głową zagasnął wyniosły:
    Pobladł i barwę przyjął popielatą.
    Wraz z znikającą jasnością promienną
    Ostatnie życia uchodziły ślady...
    Mrok zwiększył martwość pustkowia kamienną
    I obszar zastygł, posępny i blady,
    I swym straszliwym przytłoczył ogromem
    Myśli zbłąkane w państwie nieruchomem.
    Geniusz tych wyżyn, surowy i groźny,
    Powstał z przepaści mierząc mnie oczyma;
    Swego oddechu słał mi powiew mroźny
    I naprzód rękę wyciągnął olbrzyma,
    Rozpościerając dokoła nade mną
    Milczenie pustyń, nieskończoność ciemną
    I tę samotność zamarłego świata,
    Co dziwnym smutkiem ludzką pierś przygniata;
    Samotność, w której milczącym ogromie
    Człowiek swą słabość poznaje widomie
    I chce się cofać przed nieznaną mocą,
    Przed rozesłaną na przepaściach nocą,
    Przed skrytych potęg gwałtownym objawem,
    Przed niezbłaganym bezlitosnym prawem,
    Przed rozpasanych żywiołów odmętem,
    Przed nieświadomym... tajnym... nieujętem...

    Uczuciem takiej grozy pokonany,
    Między zaciszne powróciłem ściany,
    Gdzie towarzysze legli już strudzeni
    Na mchu, pod dachem gościnnych kamieni;
    I sam złożyłem głowę na posłaniu,
    W półsennym teraz pogrążon dumaniu.

    Noc gęste mroki zapuściła wszędzie:
    Nawet błękity niebios przeźroczyste,
    Oprawne dołem w czarnych skał krawędzie,
    Stały się więcej ciemne, przepaściste,
    I tylko ową błękitną ciemnotę
    Gdzieniegdzie gwiazdy przetykały złote.
    Ciemność rzuciła pomost przez otchłanie
    I wyrównała wnętrza gór podarte;
    Zostało jedno wielkie rusztowanie,
    Zbitych granitów grzbiety rozpostarte,
    Ponad którymi dwie wierzchołka wieże,
    Dwa wyniesione ostrokręgi cieniu
    Chwiać się zdawały w niebieskim eterze
    Przy migotliwym drżących gwiazd promieniu.
    Cisza - a jednak w tej pozornej ciszy
    Wsłuchane ucho ciągłe wrzenie słyszy,
    Szmer nieustanny, na który się składa
    Wszystko, co głosem z życia się spowiada:
    I woda, która gdzieś w szczelinie syczy,
    I fal powietrza szelest tajemniczy,
    I pękających głazów łoskot głuchy,
    I wszystkie świata na wpół senne ruchy.
    Czasami skała u szczytu wisząca
    Stoczy się na dół i z przeciągłym grzmotem
    O najeżone ściany się roztrąca;
    Huk długo echa powtarzają potem...
    Aż rozsypany głaz na drobne części
    W wąwozie gradem kamieni zachrzęści.

    I znowu wszystko wraca do spokoju;
    Tylko, jak dawniej, szepczą z sobą góry
    Podmuchem wiatru i szemraniem zdroju;
    I znowu płynie cicha pieśń natury
    W gwiaździste sfery, w przestrzeń nieskończoną,
    Gdzie wszystkie pieśni zdążają i toną,
    I tam się wiąże, i zlewa, i brata
    Z całą harmonią zaziemskiego świata.

    W ślad za tą pieśnią myśli moje biegły,
    Wyswobodzone z tłoczącej je grozy.
    Wolny, choć prawom powszechnym podległy,
    Duch mój wstępował na gwiaździste wozy
    I tracił z oczu ludzkich istnień chwile,
    I wydeptany ślad na ziemskiej bryle;
    I zapominał o swojej obroży,
    I o boleści, co go we śnie trwoży.
    On się zanurzył w źródle wiecznie żywem,
    Poruszającym wielkie koło bytu;
    Uczuł się jednym łańcucha ogniwem
    Rozciągniętego przez otchłań błękitu;
    On znalazł wspólne ognisko żywotów
    I związek z całym ogromem stworzenia,
    Z wieczystym duchem, co mu podać gotów
    Rękę z ciemności albo z gwiazd płomienia;
    Więc w rozpostartej na przepaściach nocy
    Już opuszczenia nie czuł i niemocy,
    I mógł się poddać, jako drobny atom,

    Tej twórczej myśli, co przewodzi światom,
    I z nieodmiennym zgodzić się wyrokiem,
    I odpoczywać, jak pod matki okiem.
     
  • Adam Asnyk
    Płaczącej
    Ty płaczesz dziewczę? Łez twoich szkoda,
    Na te łzy gorzkie jeszcześ za młoda.
    Otrzyj swe oczy:
    Świat tak uroczy,
    Na niebie jasna pogoda!

    Wszak najpiękniejsze z wszystkich niebianek -
    Młodość i wiosna wiją ci wianek...
    A ty w łzach przecie,
    Niedobre dziecię,
    Jak chmurny maja poranek?

    Jakaż to boleść czoło ci chmurzy?
    Możeś się pączkiem ukłuła róży?
    Lub pragniesz skrycie
    Gwiazdki w błękicie
    I nie chcesz czekać już dłużej?

    Może ci wietrzyk przyniósł majowy
    Szept podsłuchanej kwiatów rozmowy?...
    Utul się w żalu
    Na ust koralu
    Niech uśmiech zabłyśnie nowy!

    Możeś na kogo dziś się zgniewała,
    I stąd chmurka przebiegła mała?
    Chmurka się zmieni
    W siatkę promieni
    I tęczą będzie jaśniała.

    Choćby cię większa dotknęła strata,
    Przyszłość dla ciebie w uśmiech bogata...
    Prędko się zgoi
    Ból w piersi twojej,
    Łzy schowaj na dalsze lata!
     
  • Adam Asnyk
    Przed jutrem
    Trudno bez żalu patrzeć na zagładę
    Dawnych form bytu, do których przywykły
    Oczy ł serca, tak zatrzymać rade
    Na fali czasu cień przeszłości nikły.

    Trudno nie boleć widząc, jak zamiera
    To, z czym za młodu byliśmy związani...
    Jak naszych uczuć, naszych dążeń sfera
    Powoli w ciemnej nurza się otchłani.

    Lecz boleść nasza z dniem się kończy naszym
    I pośród świata długo nie zagości,
    I rozpaczliwą skargą nie odstraszym
    Tryumfalnego pochodu przyszłości.

    Przyszłość ma prawa silniejsze i przed nią,
    Ustąpić musi teraźniejszość zwiędła,
    Chociaż chce chwilę przedłużać poprzednią
    I trwać w postaci, w jaką się oprzędła.

    Próżno się czepia obumarłych tkanek
    I w nich kształt przyszły więzić się wysila;
    Z martwej powlókł w nowy życia ranek
    Przyszłość na skrzydłach wyleci motyla..

    Świat zrzucić korę zbutwiałą pospiesza,
    Bo ją rozsadza młoda, silna zieleń;
    Nienarodzonych niezliczona rzesza
    Z niecierpliwością czeka chwili wcieleń.

    Nowe uczucia, myśli, ideały,
    Nowe kierunki, nowe formy istnień
    Ćwiartują łona, co je zrodzić miały,
    Aby przyspieszyć dzień urzeczywistnień.

    Ci, którzy patrzą na dzisiejszy przełom
    Pod nowych haseł i dążności wodzą,
    Muszą złorzeczyć bezlitosnym dziełom,
    Którymi dzieci w pierś macierzy godzą.

    Musi ich trwożyć ten szalony zamach,
    Który pozornie zrywa wszystkie węzły
    I w zacieśnionych nie mieści się ramach
    Pojęć, co w martwym zastoju uwięzły.

    A przecież cała ta burzliwa siła,
    To zawsze tylko ciąg przeszłości dalszy;
    W jej łonie dawno jako zaród tkwiła,
    Pragnąc osiągnąć rozwój doskonalszy.

    Więc choć się zwraca przeciw swej macierzy
    I straszy ojców swym potwornym licem,
    Do pnia wspólnego pokoleń należy
    I dawnych prądów prawym jest dziedzicem.

    Gdy się na światło dobędzie z ukrycia,
    Spadnie z niej kształtów pierwotnych ohyda
    I pojednana z warunkami życia,
    Świeża latorośl świeże kwiaty wyda.

    I to, nad czego boleliśmy stratą,
    Znów odświeżonym zajaśnieje bytem;
    Łącząc przeszłości spuściznę bogatą
    Z nowych porywów młodzieńczym rozkwitem.
     
  • Adam Asnyk
    Słonko
    Wędrowało sobie słonko,
    Uśmiechnięte, jasne, złote;
    Szło nad gajem, szło nad łąką,
    Napotkało w łzach sierotę.

    Ten się żali: Tak wesoło
    Świecisz światu słonko moje,
    Uśmiechami sypiesz wkoło,
    Gdy ja smutny we łzach stoję;

    Obojętnie patrzysz na to,
    Jak się ludzkie serca męczą...
    I nad każdą ludzką stratą
    Promienistą błyskasz tęczą.

    Słonko na to: Biedne dziecie!
    I mnie smutno na niebiosach,
    Gdy o waszym myślę świecie
    I o ludzi ciężkich losach.

    Lecz nie mogę ustać w drodze,
    By nad każdą boleść raną,
    Więc w złocistym blasku chodzę,
    Wypełniając, co kazano.

    Nie pomogą próżne żale...
    Ból swój niebu trza polecić,
    A samemu wciąż wytrwale
    Trzeba naprzód iść... i świecić!
     
  • Adam Asnyk
    Szumi w gaju brzezina
    Szumi w gaju brzezina,
    Bo inaczej nie może -
    Wiatr gałązki jej zgina,
    Musi szumieć nieboże.

    Wzdycha w gaju dziewczyna,
    Mimo woli łzy cieką -
    Bo miłego wspomina,
    Co jest od niej daleko.

    Gdy nadejdzie już zima,
    Brzoza liści pozbędzie,
    Wszystkie wichry wytrzyma
    I już szumieć nie będzie.

    Gdy nadejdzie już zima,
    Dziewczę wspomni miłego
    I smutnymi oczyma...
    Zacznie szukać drugiego.
     
  • Adam Asnyk
    Ty czekaj mnie!
    Ty czekaj mnie, dzieweczko cudna,
    Pod tą wysmukłą topolą!
    Przysięgam ci - choć to rzecz trudna,
    Że wrócę - gdy mi pozwolą.

    Ty czekaj mnie i kochaj wciąż!
    Będzie to wielką zasługą -
    A jak się znajdzie dla ciebie mąż...
    Nie każ mu wzdychć zbyt długo!

    Lecz bierz z nim śłub i kochaj znowu
    Dopóki serca ci stanie,
    I wierzyć chciej mojemu słowu,
    Że to ci skróci czekanie.

    Gdy minie już miłości szał -
    Czekaj mnie pod tą topolą;
    Chociażbym z grobu powstać miał,
    Powrócę - gdy mi pozwolą.
     
  • Julian Tuwim
    Wspomnienie
    Mimozami jesień się zaczyna,
    Złotawa, krucha i miła.
    To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
    Która do mnie na ulicę wychodziła.

    Od twoich listów pachniało w sieni,
    Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
    A po ulicach w lekkiej jesieni
    Fruwały za mną jasne anioły.

    Mimozami zwiędłość przypomina
    Nieśmiertelnik żółty - październik.
    To ty, to ty moja jedyna,
    Przychodziłaś wieczorem do cukierni.

    Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
    W parku płakałem szeptanymi słowy.
    Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
    Od mimozy złotej - majowy.

    Ach, czułymi, przemiłymi snami
    Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
    W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
    Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką...
     

Regulamin | Kontakt | Polityka Cookies

.:: Copyright © 2009-2017 ekarteczka All Rights Reserved. Powered ekarteczka.pl ::.N
54.162.91.86 -> czas generowania strony: 0.0185379981995 sek.
[Polecamy] Kartki | Kartki Walentynkowe

statystyka